Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Womenshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Zaburzenia odżywiania: anoreksja i bulimia. Jakie są przyczyny i objawy?

Anoreksja, bulimia i inne zaburzenia odżywiania to ciężkie choroby psychiczne. Nie lekceważ ich, nawet jeśli już dawno przestałaś być nastolatką. Statystyki wskazują, że cierpi na nie coraz więcej dorosłych kobiet.

WH 2014-04-14
zaburzenia odżywiania, anoreksja, fot. Kenji Toma

Anoreksja, bulimia i inne zaburzenia odżywiania to nie jest problem wyłącznie nastolatek. Statystyki wskazują, że cierpi na nie coraz więcej dorosłych kobiet. Dotykają często inteligentnych perfekcjonistek, które nie otrzymały wystarczająco dużo ciepła w dzieciństwie.

Niepokojąca statystyka

W USA zaburzenia odżywiania przebiły się do zbiorowej świadomości w latach 70. i 80. ubiegłego wieku, kiedy zaczęła szybko rosnąć liczba diagnozowanych przypadków. Pacjentkami były wtedy głównie nastolatki, które zapadały na anoreksję czy bulimię. W Polsce świadomość istnienia tych chorób pojawiła się o wiele później, ale również były kojarzone z nastoletnimi dziewczynami.

Od tamtej pory wiele się zmieniło. Mocno wzrosła nie tylko liczba chorujących kobiet, ale również ich wiek. Statystyki amerykańskiej fundacji Renfrew Center, specjalizującej się w pomocy kobietom cierpiącym na zaburzenia odżywiania, są nieubłagane: liczba pacjentek w wieku ponad 35 lat w ciągu ostatniej dekady wzrosła aż o 42%. Jeszcze kilka lat temu Eating Recovery Center w Denver szacowało, że tylko 10% chorych kobiet miało więcej niż 25 lat. Teraz 46% przekroczyło trzydziestkę.

Trudno precyzyjnie określić, jak wygląda sytuacja w Polsce, ponieważ nie ma odpowiednich statystyk. Dr Anna Brytek-Matera, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, która specjalizuje się w problemach związanych z zaburzeniami odżywiania, mówi jednak, że wskaźnik zachorowań wśród dorosłych kobiet w Polsce również rośnie. „Należymy do tego samego kręgu kulturowego, co USA i Europa Zachodnia. Łączą nas podobny przekaz medialny i styl życia” – wyjaśnia dr Brytek-Matera.

Mimo braku statystyk, są informacje zbierane na co dzień przez ludzi, którzy pomagają chorującym kobietom.

„Większość zgłaszających się do nas po pomoc to nie nastolatki, tylko kobiety między 20. a 25. rokiem życia” – mówi Magdalena Krupa, koordynator Ogólnopolskiego Centrum Zaburzeń Odżywiania. Jeśli do tej pory szczęśliwie nie zetknęłaś się z zaburzeniami odżywiania i nie szukałaś na ich temat informacji, może Cię zszokować powszechność tych chorób.

„Na bulimię psychiczną może cierpieć aż 3-5% dorosłych kobiet” – przyznaje dr Brytek-Matera. A przecież oprócz bulimii wyróżnia się jeszcze przecież anoreksję i inne zaburzenia, określane angielskim skrótem EDNOS, dlatego ogólna liczba chorych kobiet jest jeszcze wyższa.

Kult szczupłości

Wśród przyczyn wzrostu zachorowań na pierwszym miejscu często wymienia się lansowany w mediach kult młodości i szczupłości. To on ma wywierać na kobiety presję, z którą sobie nie radzą. Owszem, na pewno ma znaczenie, zwłaszcza że idealny wygląd jest wymagany już nie tylko od młodych kobiet, ale również od starszych, których ciała w naturalny sposób zmieniają się z wiekiem i ciążami.

„Wcześniej istniało kulturowe przyzwolenie na to, że kobiety mają pełniejsze kształty. Teraz to się zmienia, a poddane presji matki walczą o to, by znów wyglądać jak wtedy, gdy miały 18 lat” – przekonuje psycholog Jessica LeRoy z Center for the Psychology of Women w Los Angeles.

Przypisywanie głównej winy mediom to jednak uproszczenie, ponieważ zaburzenia odżywiania są wywoływane przez splot różnych przyczyn. „To interakcja wielu czynników. Żaden z nich oddzielnie nie wystarczy, żeby wywołać chorobę. Potrzebne jest jednoczesne wystąpienie kilku” – wyjaśnia dr Brytek-Matera.

 

fot. Stokkete 2014/shutterstock fot. Stokkete 2014/shutterstock

Węzeł gordyjski do rozwiązania

Pierwsza grupa czynników ma charakter biologiczny, np. uwarunkowania genetyczne, o których przeczytasz poniżej. Są to również konkretne cechy charakteru. „Należą do nich m.in. niska samoocena, odpowiedzialność, perfekcjonizm, dążenie do kontrolowania każdego aspektu własnego życia albo niestabilność emocjonalna czy impulsywność” – wylicza dr Brytek-Matera.

Druga grupa to czynniki rodzinne, czyli wzorce, które przekazuje nam najbliższe otoczenie, lub wsparcie, którego nam udziela. A właściwie jego brak, bo to on ma największe znaczenie. „Jest to wychowanie bez bliskości” – podsumowuje dr Brytek-Matera.

Trzecia grupa to wpływ na nas otoczenia społeczno-kulturowego. Wzorce lansowane przez media i zmiana stylu życia zmuszają kobiety do odnalezienia się w nowych rolach. W wielu przypadkach do starych obowiązków, bo przecież z prowadzenia domu nie zostały zwolnione, doszły nowe. Muszą godzić życie rodzinne z zawodowym i na każdym polu osiągać sukcesy.

Przesada? Chyba nie. Zewsząd otaczają nas przykłady ludzi, którzy teoretycznie prowadzą perfekcyjne życie. I niby wiemy, że to bajka, fałszywy obraz wykreowany na potrzeby mediów, ale rodzi on jednak złudne wyobrażenie, że tak żyje większość. Tym samym tworzy się ogromna presja, żeby mu dorównać, a każda porażka to stres i frustracja.

„Obserwuję, że dla wielu kobiet zaburzenia to odpowiedź na brak równowagi życiowej, która może występować na różnych płaszczyznach. Problemy emocjonalne odreagowują, uciekając w różnego rodzaju uzależnienia: alkohol, seks, sport czy zakupy. Dla niektórych strategią radzenia sobie z wewnętrznymi konfliktami staje się niekontrolowane jedzenie” – mówi Magdalena Krupa.

Dodaje, że do newralgicznych momentów mogą należeć te, kiedy przechodzimy w życiu jakąś poważną lub nieoczekiwaną zmianę. Może to być utrata lub zmiana pracy czy wyjazd na studia i związania z tym konieczność odnalezienia się w nowym otoczeniu.

Dzwonek alarmowy

Skoro nie można wskazać sytuacji, która staje się zapalnikiem powodującym wybuch problemu, trudno też określić moment, w którym należy zacząć szukać pomocy u specjalisty. Twój niepokój powinny budzić obsesyjne myśli dotyczące jedzenia.

„Kiedy cała aktywność życiowa skupia się na jednym, a inne sfery przestają mieć znaczenie, to sygnał, że problem staje się zbyt poważny, aby poradzić sobie z nim samemu – podpowiada dr Brytek-Matera. „Przesądzające jest subiektywne odczucie kobiety Jeśli uważa, że ma problem, to on istnieje”  uzupełnia Magdalena Krupa.

W takiej sytuacji jak najprędzej idź do psychologa czy psychiatry. Najlepiej do takiego, który specjalizuje się w leczeniu zaburzeń związanych z jedzeniem. Możesz też zadzwonić na telefon zaufania prowadzony przez Ogólnopolskie Centrum Zaburzeń Odżywiania lub napisać do nich e-mail (centrumzaburzenodzywiania.pl).

Nie ma reguły, że im szybciej zdiagnozuje się chorobę, tym łatwiejsze leczenie, ale im wcześniejsza interwencja, tym mniejsze powstaną szkody w zdrowiu, życiu zawodowym i rodzinnym.

„Badania wskazują, że pełne wyleczenie następuje u mniej więcej jednej trzeciej osób. U kolejnej jednej trzeciej zdarzają się nawroty choroby, a w przypadku pozostałych jesteśmy bezradni” – mówi dr Brytek-Matera.

Pomocna dłoń

Powyżej optymistycznie założyliśmy, że chora osoba jest na tyle świadoma swoich reakcji i emocji, że sama zgłasza się na leczenie. To jednak wcale nie są częste przypadki. U kobiet cierpiących na anoreksję to praktycznie niemożliwe, ponieważ one nie są świadome swojej choroby.

Z kolei chore na bulimię przeważnie czują, że powinny poprosić o pomoc, bo same nie są w stanie się kontrolować, ale bariera wstydu jest zbyt mocna. Często muszą sięgnąć dna, by zyskać motywację do jej przełamania. W takiej sytuacji spora odpowiedzialność spoczywa na rodzinie i przyjaciołach, bo to od nich zależy, czy chora otrzyma pomoc.

W przypadku wychudzonych do granic możliwości sylwetek osób chorych na anoreksję łatwo zorientować się, że mamy do czynienia z chorobą. W przypadku bulimii jest o wiele trudniej, gdyż chorujące na nią kobiety potrafi ą świetnie się maskować i pozornie normalnie funkcjonują w otoczeniu.

„Podejrzenia powinno budzić częste wychodzenie do łazienki po posiłku, zwłaszcza jeśli towarzyszy mu szum wody z kranu czy prysznica, który zagłusza wymioty” – mówi dr Brytek-Matera.

Jeśli masz wątpliwości, czy pogadać z przyjaciółką, pamiętaj, że zaburzenia odżywiania powodują najwyższą śmiertelność wśród wszystkich chorób psychicznych. Lepiej się wygłupić, a potem pośmiać z tego przy winie, niż odpuścić i skazać przyjaciółkę na samotną walkę. Kiedy zdecydujesz się na rozmowę, najbardziej prawdopodobną reakcją będzie zaprzeczenie.

W takim momencie najważniejsze są delikatność i wyczucie. Nie możesz krytykować, straszyć czy zmuszać. „Mocny, bezpośredni wpływ przyniesie skutek odwrotny od zamierzonego – ostrzega dr Brytek-Matera. – Trzeba działać dookoła. Okazać troskę, dać do zrozumienia, że wiesz o problemie i zapewnić, że mimo niego przyjaciółka zawsze może na Ciebie liczyć. A do tego konsekwentnie naprowadzać na pomysł wizyty u specjalisty” – podpowiada Krupa.

Słuchaj siebie

Czy możesz ograniczyć ryzyko, skoro nie wiadomo, która z przyczyn zaburzeń jest decydująca? Tak. Nie przesadzaj z wyczerpującym treningiem, który podnosi poziom kortyzolu – hormonu stresu.

Jeśli nie masz czasu na odpoczynek, najlepiej w ogóle odpuść sobie ćwiczenia albo zastąp je relaksującą jogą. Mogą to być też jakiekolwiek inne zajęcia (np. taniec, medytacja), które dadzą Ci odprężenie oraz poprawią kontakt z własnym ciałem i świadomością. Im dokładniej będziesz słuchać siebie, tym bardziej zdasz sobie sprawę z własnych potrzeb, które nie będą musiały dać o sobie znać w inny, drastyczny sposób.

 

jedzenie, talerz, kobieta przy stole, dieta, odchudzanie, głód, apetyt fot. shutterstock.com

EDNOS, czyli anoreksja i bulimia to nie wszystko

Na początku lat 90. XX wieku okazało się, że anoreksja i bulimia to za mało, żeby opisać różnorodność psychicznych zaburzeń związanych z jedzeniem. Dlatego American Psychiatric Association wprowadziło jedną kategorię: EDNOS (ang. eating disorder not otherwise specified – zaburzenie odżywiania nieokreślone w inny sposób). Obejmuje ona wszystkie niebędące bulimią i anoreksją przypadki. Jeśli dostrzegasz u siebie niepokojące symptomy, które opisaliśmy poniżej, powinnaś poszukać pomocy u specjalisty.

1. Pregoreksja

To ekstremalne odchudzanie się i intensywny trening w czasie ciąży, żeby zminimalizować jej wpływ na wygląd i przyspieszyć powrót do szczupłej sylwetki po urodzeniu. Grozi nie tylko matce (np. ryzyko wystąpienia depresji, anemii czy nadciśnienia), ale również dziecku (np. ryzyko poronienia, niska waga i wyniki w skali APGAR), które nie będzie otrzymywać wystarczającej ilości składników odżywczych.

2. Alkoreksja

Jest wynikiem obsesji na punkcie utrzymania wagi i picia alkoholu. Skutkuje unikaniem jedzenia, żeby „zaoszczędzić kalorie”, które będzie potem można przeznaczyć na alkohol. Jest to niezwykle wyniszczająca taktyka. Organizm pozbawiony składników odżywczych dużo gorzej radzi sobie z przyswajaniem alkoholu. Pogłębia to niedożywienie i zwiększa ryzyko dysfunkcji wątroby, nie mówiąc już o nadwadze (objadanie się na kacu).

3. Kompulsywne jedzenie

To niekontrolowane napady objadania się, zdarzające się do kilku razy w tygodniu. Ich przyczyną są problemy emocjonalne, a nie uczucie głodu. Osoba nią dotknięta je bardzo szybko, wprost napycha się jedzeniem. W odróżnieniu od bulimików, nie wywołuje potem wymiotów i nie stosuje środków przeczyszczających. Często je w samotności, ponieważ objadanie się wywołuje poczucie winy.

4. Anoreksja sportowa

Przesadne dążenie do idealnej sylwetki, prowadzące do zbyt częstego i przesadnie ciężkiego wysiłku fizycznego. Opuszczenie treningu powoduje wyrzuty sumienia. Aktywność może nakładać się na diety lub głodówki, co prowadzi do przeciążenia organizmu. Może też powodować przyrost tkanki tłuszczowej, ponieważ w przeciążonym organizmie jest zbyt dużo kortyzolu – hormonu stresu.

5. Ortoreksja

Obsesja na punkcie zdrowego jedzenia. Osoba nią dotknięta poświęca absurdalnie dużo czasu na planowanie i przygotowywanie posiłków według wybranych zasad (np. żywność wyłącznie ekologiczna), często wykreśla z jadłospisu całe grupy produktów, ze względu na ich prawdziwą lub rzekomą szkodliwość dla zdrowia. W skrajnych przypadkach ortoreksja może, paradoksalnie, prowadzić do niedożywienia.

Kwestia genów

Czy jesteś narażona na większe ryzyko niż inne kobiety?

Oto trzy czynniki, które powodują, że musisz bardziej uważać, aby nie wpaść w kłopoty:

  • Genetyczna podatność. Naukowcy uważają, że niektórzy ludzie dziedziczą po przodkach szczególną podatność na różnego rodzaju zaburzenia. Określona kombinacja genów nie oznacza jednak, że wystąpią one na pewno. Do ich wywołania potrzebny jest impuls, określona sytuacja życiowa. Nie jesteś skazana na bulimię czy anoreksję.
  • Prosto z mózgu. Łączenie ostrej diety z wyczerpującymi ćwiczeniami może być niebezpieczne, ponieważ powoduje zmiany hormonalne. Jeśli nałoży się na nie wyższy od normy poziom neurotransmiterów (związków chemicznych przenoszących sygnały między neuronami), który obserwuje się u anorektyczek i bulimiczek, może to wywołać chorobę.
  • Sprawa rodzinna. Jeśli w Twojej bliskiej rodzinie zdarzały się przypadki zaburzeń odżywiania, bądź ostrożna z ostrymi dietami i wyczerpującymi ćwiczeniami, zwłaszcza jeśli masz cechy osobowości sprzyjające występowaniu zaburzeń. Nie przesadzaj jednak w drugą stronę – nie masz absolutnego zakazu ćwiczeń i dbania o swoją sylwetkę.

Tekst: Michał Gołębiewicz

WH 02/2014

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Witam, Moja 19-letnia córka od kilku lat choruje na zaburzenia odżywiania, była kilka razy hospitalizowana, choroba przechodzi różne stadia- obecnie jest to 1 olbrzymi posiłek jedzony w nocy. Oprócz tego- liczne natręctwa, kompulsje, osaczanie mnie, chodzenie za mną, próby kontroli i podporządkowania mnie sobie. Koszmar dla całej rodziny.... Wzywamy pogotowie, policję-gdy nie mogę wyjść z domu. Nic to nie daje. Był już pobyt w prywatnym ośrodku, udało się zebrać sponsorów-niestety, córka po tygodniu zrezygnowała. Było wielu psychiatrów, wielu psychologów, którzy nazywali siebie specjalistami-niestety, to nieprawda, nie potrafili oferować żadnych sensownych rozwiązań, wielomiesięczne terapie były rozmowami o niczym, nic się nie zmieniło. Córka jest osobą bardzo inteligentną, widzi wyraźne braki w kompetencjach psychologów, szkoda jej czasu na rozmowy o niczym, albo spotkania np z grupą osób mających problem z agresją czy używkami-bo do takiej grupy również była kierowana. Moje zdanie na temat tej ciężkiej i koszmarnej choroby powstało po kilku latach walki i poszukiwań- W Polsce nie ma specjalistów od zaburzeń odżywiania, nikomu się nic nie chce, nikt się w to nie angażuje, nawet w ośrodkach płatnych ( co skądinąd też jest straszne -choroba pochłania olbrzymie pieniądze, skąd zatem wziąć kolejne kwoty na terapię, która powinna trwać czasem kilka lat.... 100-150 zł za jedno spotkanie, 50 minut? To powinno być bezpłatne - nieszczęście już i tak jest wystarczające ).
    ~matka, 2016-06-08 08:12:43
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij