Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Womenshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.4

Uzależnienie od kawy: kofeina jak narkotyk?

Kofeina jest substancją psychoaktywną, jak nikotyna czy heroina. Ale skoro tak, to czy można się od niej uzależnić jak od narkotyków czy papierosów? Nasz redaktor postanowił zrobić sobie kawowy detoks i na własnej skórze przekonać się, czy ma objawy odstawienia.

Piotr Pflegel 2015-05-06
kawa fot. Getty Images

Nie jestem kawoszem. Być może byłem nim kiedyś, zanim odkryłem łatwość przyrządzania kawy rozpuszczalnej. Od tej pory sukcesywnie usuwałem ze swojego jadłospisu kolejne napoje. Kilka lat temu praktycznie przestałem pić herbatę. Odkąd dowiedziałem się, ile jest w nich cukru, przestałem też pić soki owocowe i napoje gazowane.

Na moim kuchennym stole, biurku i nocnym stoliku zostało już tylko miejsce na kubek z kawą. Rozpuszczalną piję w ilościach przemysłowych. Zaczynam od tej tuż po przebudzeniu, później jeszcze druga przed wyjściem do pracy, w pracy trzecią, czwartą i czasami piątą.

No i po powrocie do domu zazwyczaj jeszcze dwie. Chyba że muszę siedzieć do późna, tak jak w tej chwili – wówczas wypijam jeszcze jedną dodatkowo, około północy. W zasadzie mogę więc powiedzieć, że piję kawę nałogowo. Ale czy to podobny nałóg jak papierosy czy alkohol?

kawa fot. amrita 2015/shutterstock.com

Cud prawdziwy?

W piśmie „Journal of Caffeine Research” ukazał się niedawno artykuł, którego autorzy opisali nową jednostkę chorobową – caffeine-use disorder (CUD), co można przetłumaczyć jako nerwicę kofeinową. Ludzie cierpiący na CUD to ci, którzy codziennie dostarczają sobie ponad 400 mg kofeiny, mają fizyczne objawy odstawienia i nie potrafią zrezygnować z kawy, nawet gdy dowiadują się, że takie nadmierne spożycie jest zagrożeniem dla ich zdrowia. Na pewno spełniam pierwszy warunek, tzn. przekraczam granicę 400 mg kofeiny. Przynajmniej pod tym względem jestem z pewnością ponadprzeciętny.

Statystyczny Polak spożywa w ciągu roku równowartość około 3 kg surowej kawy, podczas gdy nasi zachodni sąsiedzi prawie 7 kg, a rekordziści, Skandynawowie, od 9 do 11 kg. Ja ze swoim upodobaniem do kofeiny wyróżniałbym się nawet w Szwecji – po szybkich obliczeniach (8 g x 7 dziennie x 365 dni) wyszło mi, że wypijam około 20 kg kawy w ciągu roku. Ale czy mam objawy odstawienia? Nie będę wiedział na pewno, jeśli nie spróbuję. Więc próbuję.

senność fot. Andrey_Popov 2015/shutterstock.com

Odwyk

Zaczynam w piątek rano. Wielokrotnie sam pisałem o tym, że poranna kawa jest raczej rytuałem niż rzeczywistą potrzebą. Rano poziom usypiającej melatoniny jest tak niski, że organizm tak naprawdę nie potrzebuje wcale stymulanta, żeby wejść na wyższe obroty. I rzeczywiście – rano idę do kuchni, odruchowo sięgam po słoik z kawą, ale mózg mam wystarczająco rozbudzony, że przypomina mi się, że dziś postanowiłem zacząć kawowy odwyk.

Robię więc sobie słabe kakao (wiem, też zawiera kofeinę, ale znacznie mniej niż herbata) i zaczynam dzień. Teoria o zbędności porannej kawy potwierdza się. Umysł mam sprawny, koordynacja ruchowa też jak zwykle. Nie mylę skarpet, nie zapominam żadnej ładowarki, dojeżdżam do redakcji, nie powodując żadnych utrudnień na drodze.

Od pobudki mijają już dwie godziny, a ja czuję się całkiem normalnie. Zamiast do kuchni po kubek idę do sklepu po sok pomarańczowy – coś będę musiał pić, a za czystą wodą nie przepadam. Około 11.30 zaczyna mnie lekko ćmić głowa. Myślę, że to pierwszy efekt niedoboru kofeiny, bo należę do grupy tych szczęściarzy, których głowa prawie nigdy nie boli. Pamiętając, że przyczyną bólu głowy może być odwodnienie organizmu, przełamuję się i wypijam szklankę wody. Niestety, to chyba nie kwestia odwodnienia.

Powoli czuję też, jak zwalnia mój mózg. Coraz trudniej mi się skupić na tym, co czytam, nie mówiąc już o pisaniu. Na zebraniu – mimo że jest burzliwe – dopada mnie krępujący atak ziewania. W zasadzie mnie to nie zaskakuje. Mam naturalnie niskie ciśnienie (zazwyczaj oscyluje w granicach 110/70) i bez kofeiny mój mózg zaczyna być pewnie niedotleniony. Gdybym się złamał, ciśnienie by mi się podniosło i byłbym zdolny do pracy.

Potwierdzają to badania uczonych z Bristol University, które wykazały, że kofeina pomaga przywrócić normalne funkcjonowanie mózgu, gdy jesteś zmęczony i Twój naczelny organ działa wolniej niż zwykle. Uwaga! Ożywcze działanie kawy trwa od 15 minut do godziny. Przydałoby się choć tyle.

praca w biurze fot. Syda Productions 2015/shutterstock.com

Ból

We wszystkich naukowych źródłach, w których szukałem wiedzy na temat uzależnienia od kawy, uczeni wymieniają ból głowy jako główny objaw odstawienia kofeiny. Po raz kolejny przekonuję się, że nauka nie kłamie. Ból staje się nie do zniesienia, tym bardziej że – jak już mówiłem – nie jestem do niego przyzwyczajony.

Około 14 wypijam więc rozpuszczalną aspirynę. Pomaga – przynajmniej na tyle, że mogę poudawać, że pracuję. Tak naprawdę jednak czekam już na weekend. Będę mógł sobie ziewać i cierpieć, nie narażając się na podejrzliwe, rozumiejące uśmiechy redakcyjnych koleżanek i kolegów.

Zastanawiam się tylko, czy z taką obolałą i poważnie otumanioną głową powinienem wsiadać za kierownicą. W zasadzie, gdy znów zaufać nauce, powinienem wcześniej jednak wybrać się do redakcyjnego ekspresu. Brytyjski eksperyment wykazał bowiem, że niewyspani kierowcy po filiżance kawy popełniali na symulatorze mniej błędów niż ci, którzy kawy nie wypili.

Na szczęście nie mam daleko i udaje mi się dojechać bez przygód, chociaż każdy, kto musiał prowadzić samochód z pękającą z bólu głową, wie, że nie jest to przyjemne ani przesadnie bezpieczne doświadczenie. Jestem rozkojarzony i wydaje mi się, że jadący z przeciwka kierowcy zmówili się, żeby mnie oślepiać światłami.

fot. Dima Sobko 2015/shutterstock.com fot. Dima Sobko 2015/shutterstock.com

Po co się męczyć?

Wieczorem, gdy ból nie mija, zaczynam się zastanawiać, czy na pewno chcę zmarnować weekend na eksperymenty, skoro właściwie ten mój nałóg mi nie przeszkadza, a wręcz go lubię. Typowe zachowanie uzależnionego – racjonalizacja. Szukając wymówek, przypominam sobie zalety kofeiny. Ta substancja występuje w wielu roślinach i jest przez ludzi używana do pobudzenia od tysięcy lat. Stymulujący charakter kofeiny to wynik jej budowy molekularnej. W 1982 roku uczeni odkryli, że pod względem budowy cząsteczka kofeiny jest bardzo podobna do adenozyny – substancji występującej w mózgu człowieka.

„Badania na zwierzętach sugerują, że adenozyna może być czynnikiem decydującym o odczuwaniu senności – wyjaśnia dr Tom McLellan, który na zlecenie armii kanadyjskiej zajmuje się badaniami kofeiny. – Zauważyliśmy, że gdy człowiek potrzebuje snu, poziom adenozyny jest wysoki, co pozwala przypuszczać, że to właśnie ona wysyła do mózgu sygnał – wyłącz się”. Im dłużej jesteś na nogach, tym więcej adenozyny stopniowo gromadzi się w Twoim mózgu. Nadmiar adenozyny wiąże się z jej receptorami, zmniejszając aktywność układu nerwowego, w wyniku czego stajesz się senna.

Jak dotychczas nie wiadomo dokładnie, w jaki sposób, ale jeżeli porządnie się wyśpisz, zapasy adenozyny są usuwane z mózgu, dzięki czemu wstajesz rano wypoczęta i rześka. Dług wobec organizmu zaciągnięty poprzedniego dnia został spłacony w całości.

A przecież kawa działa nie tylko na mózg: ma też całkiem silny wpływ na wydolność fizyczną. „Espresso na 30 minut przed treningiem w znaczący sposób poprawia wydolność zarówno przy treningu wytrzymałościowym, jak i siłowym oraz szybkościowym – wyjaśnia Christine Bailey z Advance Nutrition. – Dodanie kofeiny do szejka po treningu sprawia, że poziom glikogenu wraca do normy o 66% szybciej niż bez kofeiny”.

Regularne picie kawy zwiększa wrażliwość na insulinę i przyspiesza metabolizm cukrów, tym samym zmniejszając o 25% ryzyko zachorowania na cukrzycę. A kawka przed treningiem przyspiesza spalanie tłuszczu. Kofeina pomaga rozkładać kwasy tłuszczowe, dzięki czemu organizm łatwiej może pobierać z nich energię. Wszystko wskazuje więc na to, że filiżanka małej czarnej, albo nawet dużej czarnej lub wielki kubas w Starbucksie to właściwie samo zdrowie i nie ma sensu walczyć z wymyślonym nałogiem.

Z drugiej strony, są też badania, które sprawiają, że znów zaczynam się wahać. Znane jest badanie z 2013 roku, które wykazało, że kawosze żyją krócej. Wiadomo też, że kofeina może zaburzać sen – co skutkuje nie tylko niewyspaniem, ale również przybieraniem na wadze, osłabioną odpornością i problemami z koncentracją. Skądś to znam...

kawa, napoje fot. shutterstock.com

Lepiej odpuszczę...

Przez weekend nadal nie piję kawy. Dwa dni nadal boli mnie więc głowa, choć uczciwie przyznaję, że z każdym dniem coraz mniej. Jestem też bardziej senny – zwykle nie kładę się spać przed godziną 2 w nocy, teraz zasypiam już o północy.

Dla podtrzymania się na duchu wyliczam jeszcze korzyści z kawowego detoksu: będę miał bielsze zęby, mocniejszy sen, schudnę bez wysiłku (bo kawę lubię tylko słodzoną, a to w ciągu dnia co najmniej 200 pustych kalorii) oraz – co nie jest bez znaczenia – zaoszczędzę sporo kasy. Już wcześniej, gdy liczyłem, ile kilogramów kawy rocznie zużywam, szybko przeliczyłem to sobie na złotówki. Ze zdumieniem odkryłem, że na kawę pitą w domu i w pracy wydaję około 2500 złotych rocznie.

Wolę nie dodawać do tego sum, które „przepiłem” w kawiarniach, bo prawdopodobnie jest to wielokrotność tej kwoty, co w sumie daje wartość upragnionego nowego komputera. Nie zrezygnuję z kawy – oprócz walorów zdrowotnych to przecież również rytuał, który sprawia mi przyjemność. Ale na pewno zmniejszę dawki. Odpuszczę sobie dwie poranne i dwie wieczorne i tym sposobem oszczędzę pieniądze i zejdę poniżej magicznych 400 mg. Będę bogatszy i zdrowszy. Tak jest przecież lepiej.  

WH 04/2015

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij