Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Womenshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.0

Olga Bołądź: lubię sprzeczności

Nigdy w życiu nie kupiła tylu seksownych ciuchów, jak wtedy, gdy do filmu „Służby specjalne” ogoliła głowę. To była potrzeba, aby przypominać sobie, że jest atrakcyjną kobietą. Jednocześnie Olga Bołądź często woli być schowana, niezauważalna. I dobrze jej i z jednym, i z drugim.  

Katarzyna Górna-Drzewosz 2016-10-05
Olga Bołądź fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Białko” ze „Służb specjalnych” całe tygodnie chodziła w dresach, poruszała się jak facet, musiała kląć, była ostra, bez zahamowań. „Często szczerze tego nienawidziłam” – wspomina Olga. Męska fryzura, styl bycia ściśle określony przez scenariusz sprawiły, że było zbyt dużo „Białka” w Oldze.    

„Próbowałam jakoś odnajdywać w sobie kobiecość i dlatego kupowałam seksowne, wyzywające sukienki w ostrych kolorach i krojach. Pamiętam sylwestra, gdy zadziwiłam znajomych kreacją, którą trudno nawet nazwać sukienką – to była bardzo obcisła sukienka, mocno podkreślała moje umięśnione i świetnie wysportowane wówczas ciało”.

Gdy nie była na planie, to chciała epatować kobiecością i seksapilem. Za radykalnymi zmianami wyglądu, od których Olga Bołądź stała się wręcz specjalistką, nigdy jednak nie szła zmiana w sposobie myślenia.

„Eksperymenty z wyglądem pomagają aktorowi wejść w rolę na tyle mocno, by zagrać ją najwiarygodniej. Ale przecież po zejściu ze sceny chce wrócić do siebie prawdziwej” – mówi. Według niej zmiany w wyglądzie nie są wcale tak trudne do zaakceptowania. – „Wbrew pozorom wygląd to bardzo bezpieczna strefa. To tylko włosy, tylko ubrania, odwracalne sprawy. Z drugiej strony, mam dopiero 30 lat. Kiedy będę eksperymentować, jeśli nie teraz?”.   

Upór i rozwaga

Za siłownią nigdy nie przepadała. Zresztą nigdy nie musiała szczególnie się z nią zaprzyjaźniać, bo matka natura nie była zołzą i nie poskąpiła jej figury. Nie miała również nigdy problemów z wagą. Dziewięć miesięcy po urodzeniu syna dostała propozycję zagrania „Białko” - ekstremalnie wyrzeźbionej, umięśnionej i wysportowanej agentki.

Dostała ją w momencie, gdy była w najsłabszej formie: po okresie ciąży i opieki nad małym synkiem. Z siłownią musiała się wręcz zżyć, gdyż osiągnięcie wymaganej formy wymagało od niej codziennych treningów, po 3-4 godziny. „To była prawdziwa rewolucja – mówi Olga. – Polubić miejsce, za którym się nie przepadało, i robić tam rzeczy, za którymi również się nie przepadało – kilka godzin każdego dnia przez 4 miesiące!”.

To, co ją motywowało, to oczywiście nadchodzące zdjęcia do „Służb specjalnych” oraz świadomość, że ma wreszcie okazję systematycznie dbać o ciało. „Dzisiaj jednak już wiem, że jeśli chce się zrobić w swoim życiu taką rewolucję z ciałem, to nie można tego robić bez dietetyka!”. Gdy trenowała, miała dietę opartą na produktach wysokobiałkowych, by osiągnąć odpowiednią wagę i zbudować mięśnie.

Schudła 5 kg, co przy tak szczupłej sylwetce i wzroście 171 cm było mocno zauważalne. Waga spadła do 52 kg, organizm pożarł tkankę tłuszczową i wszystko zamieniło się w mięśnie. Na początku była euforia z osiągniętego rezultatu i duma z faktu, że wytrwała. A do tego czuła się fantastycznie. Jednak rok po filmie przyszedł poważny kryzys.

„Zaczęłam mieć problemy ze zdrowiem. Czułam się źle, robiłam badania, bo podejrzewano u mnie problemy z tarczycą. Potem okazało się, że był to efekt całkowitej rezygnacji z tłuszczu. Wszystkie diety, które każą wyeliminować tłuszcz, to bzdura! Teraz mam w lodówce olej lniany i staram się jak najczęściej jeść awokado. Na szczęście kłopoty minęły”.  

Zobacz także, co o sobie opowiedziały nam Julia Pietrucha i Cameron Diaz.

Olga Bołądź fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Emocje pod kontrolą

„Kiedyś w przerwach między zdjęciami na planie filmowym regularnie przeglądałam portale plotkarskie. Taki nawyk. I czytałam o sobie i o wszystkich znanych, i lubianych te wszystkie bzdury. W końcu powiedziałam: »Dość!« i poszłam na odwyk. Od niusów na swój temat i od plotek w ogóle – mówi Olga. – Nigdy nikt nie podszedł do mnie i nie powiedział: »Jesteś beznadziejna«, bo na taki komentarz trzeba odwagi. To, co piszą w sieci czy na różnych plotkarskich portalach, nie jest moim życiem! To czyjeś komentarze, może czyjeś frustracje, ale to nie moje życie”.

To oczywiście nie znaczy, że jest całkowicie odporna na niepochlebne informacje na swój temat. Jak sobie z nimi radzi? „Mam 3-letniego syna i staram się nie pozwalać sobie na takie stany” – mówi z dumą o swoim macierzyństwie, które wszystko w jej życiu zmieniło na lepsze.

„Nagle dostajemy najpiękniejszą rzecz w naszym życiu, która jednocześnie jest największym wyzwaniem. Bo chcesz przecież wychować szczęśliwego człowieka, wychować go mimo błędów, których doświadczyliśmy ze strony naszych rodziców, albo odwrotnie: przekazać mu równie wspaniałe dzieciństwo, jakie sami otrzymaliśmy”.

Olga Bołądź jako aktorka, która wie, jak wywołać uczucia i je przeżywać, czuje się za te emocje mocno odpowiedzialna. Dlatego jako matka stara się mieć je pod kontrolą, prowadzić uporządkowane, stabilne i bezpieczne życie. Dla swojego dziecka.   

Olga Bołądź fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Spoźnialstwo i porządek

W liceum miała największą w klasie liczbę godzin nieusprawiedliwionych, bo notorycznie się spóźniała. „Mam to po swojej mamie – śmieje się. – Zawsze jest jakiś poranny niedoczas. Budzę się w miarę szybko, ale zazwyczaj czegoś zapomnę, po coś się wrócę, w drodze do przedszkola syn chce na rączki i na przykład pobawić się, albo po drodze kogoś spotykam, a czasem też coś się popsuje”.

Bywa, że nie panuje nad czasem. Zwłaszcza tym w godzinach przedpołudniowych. Ciekawie w zestawieniu z notorycznym spóźnialstwem aktorki wygląda jej szafa z ubraniami. Swetry ze swetrami, spodnie ze spodniami, białe T-shirty z białymi, a czerwone z czerwonymi. Wszystko idealnie na swoim miejscu.

„Gdy moje przyjaciółki przychodzą do mnie powymieniać się ciuchami, to biorą coś z jednego miejsca i nigdy nie ułożą tak, jak leżało wcześniej. Poprzestawiają, pomieszają i od razu robię się nerwowa” – opowiada żartobliwie. Nigdzie w domu nie musi panować taki porządek, jak w jej szafie.

„Nie wiem, czy to ma cokolwiek wspólnego z zaprowadzaniem ładu w głowie, ale wiem na pewno, że to zwyczajnie ułatwia życie. Nie wiesz, w co się ubrać, to rzucasz okiem i raz-dwa znajdujesz coś białego, czarnego lub szarego, co w każdym zestawieniu zawsze zdaje egzamin”.

Walka i pokora

„Lubię pierwsza ruszać ze skrzyżowania i rzeczywiście chyba mogłabym być kierowcą rajdowym”. Olga przyznaje, że lubi adrenalinę, dlatego na różne sposoby jej poszukuje: szybka jazda samochodem, ryzykowna na nartach, niezaplanowane podróże w nieznane. Być może to kwestia tego, że jej praca jest tak intensywna, a może po prostu zawsze była typem wojowniczki.

Długo nie przyjmowała do wiadomości, że czegoś nie można zmienić. Buntowała się, walczyła, emocjonowała. „Teraz jestem na innym etapie. Długo dorastałam do tego, że niektórych rzeczy nie da się i nie warto zmieniać”. Nie przestała wojować, bo trochę lubi w sobie ten pierwiastek. „Dzięki temu przecież mam odwagę mówić to, co myślę, i żyć po swojemu”. Jednak teraz wojuje z większą pokorą. „

Jestem bardziej świadoma, coraz więcej wiem o tym, jak świat jest skonstruowany, i dlatego mam w sobie więcej akceptacji. Dojrzałam do tego, że czasem po prostu warto odpuścić”.  

Olga Bołądź fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Otwarta i zamknięta

Z przyjaciółmi, w drodze na masaż, na planie filmowym, z psiakiem, fanami i w czasie akcji charytatywnych – Olga Bołądź lubi fotografować różne chwile w swoim życiu i dzielić się nimi z fanami. Profil na Instagramie prowadzi sama, bo – jak mówi – odpowiada jej ta forma komunikowania się ze światem. Jednak w telewizyjnych wywiadach wydaje się skryta i małomówna, czasem wręcz nieśmiała.

„To prawda, nie jestem wylewna. Raczej introwertyczna. I nie lubię się zwierzać obcym”. Z drugiej strony przyznaje, że zawsze jej mówiono, że jest przebojową dziewczyną. Dlatego zdawała do szkoły teatralnej. I nie ma wątpliwości, że z tym wyborem trafiła w punkt, bo przed kamerą czy publicznością czuje się jak ryba w wodzie.

„Im jestem dojrzalsza, tym częściej doceniam tę pozorną sprzeczność. Nie mam w sobie ekshibicjonizmu, choć wiem, że trochę się tego ode mnie wymaga. Na szczęście osiągnęłam już świadomość, że nie muszę i nie chcę robić ze swojego życia cyrku”. Oficjalnego fejsbuka prowadzi jej agentka, tego nieoficjalnego dobra koleżanka. Ale Instagram to fragment jej prywatnego życia.

„Publikując zdjęcia i filmiki, jestem w tym bardzo szczera. Ja decyduję, jak i co chcę pokazać. I to jest ekstrawertyczna część mnie” – przyznaje Olga. To kolejna z jej wielu sprzeczności, które nauczyła się lubić i akceptować. „Jestem wolna. Różna i zmienna. I to jest OK” – zapewnia.  

WH 05/2016

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij