Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Womenshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.8

Marta Żmuda Trzebiatowska: piękna i bestia

Marta Żmuda Trzebiatowska, kojarzona głównie z delikatnością i urodą, to w istocie twarda babka, która potrafi walczyć o swoje i rzadko odpuszcza. W aktorstwie i w prywatnym życiu.  

Katarzyna Drzewosz-Górna 2016-11-07
Marta Żmuda-Trzebiatowska fot. Marlena Bielińska/Move

"Nie wiem, czy to dla mnie”!

To było pierwsze, co pomyślała Marta, gdy stanęła w sali pełnej luster i próbowała wykonać pierwsze ćwiczenia na rurce. Rzuciła okiem na siebie, a kątem oka na instruktorkę pole dance z pięknie wyrzeźbionym ciałem i równie piękną umiejętnością panowania nad nim. Miała 3 miesiące, by zbliżyć się do takich efektów, a stawką była wymagająca i ciekawa rola tancerki w klubie go-go w filmie „Gejsza”.

Zależało jej, więc podjęła wyzwanie. „Byłam rozczarowana sobą i swoimi niedoskonałościami” – mówi aktorka. Trochę też przerażona na myśl, jaki ogrom pracy ze swoim ciałem trzeba będzie wykonać. Do domu wracała posiniaczona, ręce bolały, na dłoniach pojawiły się odciski. A potem znów miała pod górkę – rozchorowała się i ćwiczenia trzeba było zarzucić na pewien czas. Ciało szybko zemściło się , ale wtedy przekonała się , że chyba woli, gdy jest kobiece, nie do końca wyrzeźbione.

Najważniejsze, by było wiarygodnym narzędziem w graniu roli dziewczyny z klubu go-go. „Przeczytałam wówczas książkę Saszy Różyckiej »Wenus bez futra«, w której autorka, opisując swoje doświadczenia w pracy w takim klubie, dochodzi do wniosku, że ciało nie musi być perfekcyjne, by było piękne, że takie, które ma mankamenty, swoje tajemnice, bywa ciekawsze i może – co w przypadku aktorki jest niezwykle cenne – wyrazić nawet więcej”.

Uparta jak Marta

Przyznaje bez wahania, że upór to fundamentalna cecha jej charakteru. I od razu zaznacza, że w takim samym stopniu jest jej wadą, co zaletą . „Gdy parę lat temu zaczęłam ćwiczyć trening interwałowy, byłam tak zdeterminowana, że nie odpuściłam ani jednego dnia, choć trenerka zalecała ćwiczyć co drugi. Skończyło się niezbyt dobrze, bo zamiast ukształtować sylwetkę , nabrałam masy mięśniowej, a nie o to mi chodziło” – przyznaje szczerze aktorka.

Z drugiej jednak strony podkreśla, że ów upór jest motorem wielu działań, również ćwiczeń. „Grałam w Teatrze Kwadrat spektakl »Przez park na bosaka« – wspomina Marta. – To jest taka rola, gdzie przez 30 pierwszych minut nieustannie biegam i coś mówię , przestawiam, układam, cały czas gdzieś się spieszę . Po pierwszej próbie zlałam się potem i nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa”.

Wtedy powiedziała sobie: „dość lenistwa” i ruszyła z treningami. „Po kilku miesiącach ta scena w spektaklu jest dla mnie lekka jak piórko. Widz również to czuje. Łatwiej mu uwierzyć , wejść w historię , którą mu przedstawiamy” – mówi Marta. 

Marta Żmuda-Trzebiatowska fot. Marlena Bielińska/Move

Zespół to podstawa

Gdy była w podstawówce, do jej szkoły w Przechlewie przyjechali bardzo ambitni nauczyciele po AWF-ie. Stworzyli eksperymentalną klasę sportową. Żeby do niej trafić, trzeba było mieć wysokie noty w nauce i z wysokimi ocenami zdać egzamin ze sportu. Dostała się. I odtąd jej życie kręciło się wokół sportu. Była gimnastyka akrobatyczna, piłka ręczna, a potem powstała reprezentacja siatkarek.

„Nie jestem bardzo wysoka, więc z czasem przestałam jeździć na mecze, ale niektóre dziewczyny zrobiły naprawdę niezłe kariery sportowe”. Marta przyznaje, że jest z pokolenia, które chowało się na podwórku. „Całe dnie graliśmy w palanta, bawiliśmy się w podchody, wyścigi rowerowe. Ruch był w zasadzie jedynym sposobem, by odreagować po szkole. Wdrukował się we mnie”.

To dzięki temu – uważa aktorka – wyrobiła samodyscyplinę, ale także umiejętność pracy w grupie. Jak mówi, to aktor wybiera, czy będzie pracował jako wolny strzelec, czy też podporządkuje się nieco i stanie się częścią teatralnej grupy.

„Ja, prawdopodobnie przez sport, mam od zawsze potrzebę grania w drużynie i może dlatego tak fantastycznie czuję się w zespole Teatru Kwadrat, w którym jestem na etacie od 6 lat. Wolę podporządkować się pewnym regułom, ale być częścią społeczności”. To nie jest uległość. Przeciwnie, to siła świadomości, w jakich sytuacjach sprawdzamy się lepiej.

Jestem kobietą

W teatrze grała swego czasu w spektaklu „Kiedy Harry poznał Sally”, w którym padają odwieczne pytania o to, czy możliwa jest przyjaźń między kobietą a mężczyzną .

„Może to trochę naiwne myślenie, ale wydaje mi się, że jeśli odpowiednio wyznaczy się granice i będzie pracować nad tym, by w relację nie wkradła się seksualność, to taka przyjaźń jest możliwa. Mam wśród przyjaciół mężczyzn. Uwielbiam to ich zadaniowe podejście do życia! Jednak mimo to, jestem przekonana, że nikt nie zrozumie kobiety tak jak druga kobieta”.

Marta przyznaje, że z Anią Cieślak, aktorką, a prywatnie jej serdeczną przyjaciółką, godzinami potrafią wałkować jakiś temat. Albo kilka tematów naraz. I w odróżnieniu od męskich spotkań, w tych kobiecych wcale nie chodzi o to, by cokolwiek rozwiązać. Dla dziewczyn istotne są emocje, które towarzyszą rozmowie. Mniej cel i pointa.

„No właśnie, czy nam w ogóle potrzebna jest jakaś pointa?” – śmieje się aktorka i wspomina swój najbardziej udany wyjazd. „Cztery baby poleciały do Larnaki na Cyprze. Spotkałyśmy się w domu Natalii Jaroszewskiej, projektantki mody i przyjaciółki. Wino i pogaduchy o wszystkim: od miłości, przez ciuchy, po kłopoty. I tak przez tydzień . Co za fantastyczny czas! Kobiety potrafi ą sobie dać niesamowitą moc!”. 

Marta Żmuda-Trzebiatowska fot. Marlena Bielińska/Move

Być jak Alicia Keys

W czasie świątecznego koncertu związanego z filmem „Listy do M” miała zaśpiewać piosenkę . W ostatniej chwili dowiedziała się, że nie z playbacku, lecz na żywo. Potworna trema. Czuła się sparaliżowana. „Od rana powtarzałam sobie: jesteś jak Alicia Keys, jesteś jak Alicia Keys! Pomogło”.

Tak samo jak wtedy, gdy po raz pierwszy poprowadziła duże wydarzenie: prestiżową Galę Feliksów Warszawskich. „Ja, debiutantka, a na sali śmietanka teatralna z całej Polski”. Wtedy mówiła sobie od rana: „Jestem Grażyną Torbicką ! Dam radę tak jak ona!”. I dała. „Gdy zjada nas trema, warto wizualizować osobę, którą chcielibyśmy być ”.

Aktorstwo – jak podkreśla Marta Żmuda Trzebiatowska – pomaga przełamywać nieśmiałość. Ona, też z natury nieśmiała, nie odpuszcza i pracuje nad sobą. Z drugiej strony – jak mówi – świat jest tak pojemny i różnorodny, że znajdzie się w nim miejsce dla tych, którzy ze swoją nieśmiałością wcale nie chcą lub nie potrafią walczyć. „Na szczęście nie wszyscy musimy być tacy sami”.

Jestem aktorką

Marta Żmuda Trzebiatowska w bikini, z delikatną opalenizną na tle pięknej portugalskiej plaży – takie zdjęcia obiegły ostatnio internet. Nie były prywatne. Pochodziły z kampanii reklamowej marki Apart, z którą aktorka podpisała kontrakt reklamowy. „Zadebiutowałam w czasie, gdy wszyscy artyści bali się, że kampanie, ale i okładki czy sesje mogą odwrócić uwagę od naszej pracy.

To mi zostało na dnie serca, więc przede wszystkim naprawdę intensywnie pracuje, a na projekty komercyjne decyduję się tylko wtedy, gdy są interesujące i wartościowe. Tak było też w przypadku Apartu.

Portugalski fotograf zobaczył we mnie surowość i naturalność, przedstawił mnie w bardzo mocny sposób, niemal bez makijażu, uśmiechu, kokieterii – mówi Marta. – Dodatkowo od lat związana byłam w jakimś stopniu z tą marką . W moich ukochanym »Teraz albo nigdy« grałam w męskim zegarku tej marki, który stał się takim trochę wyróżnikiem mojej postaci. 

Marta Żmuda-Trzebiatowska fot. Marlena Bielińska/Move

Jestem marzycielką

Jak większość dziewczynek, w dzieciństwie patrzyła na aktorki, piosenkarki i chciała być taka jak one. Potem przekonała się , że marzenia spełniają się tylko wówczas, gdy się je realizuje. Dlatego skończyła Akademię Teatralną w Warszawie. Dostała się i ukończyła studia aktorskie. W „Tańcu z gwiazdami” znalazła się na podium, choć nigdy wcześniej nie trenowała tańca.

W „Gejszy” zagrała rozbierane sceny – na chłodno i z dużą pewnością siebie. Gdyby nie marzyła, nie byłaby tu, gdzie jest. O czym więc teraz marzy? „Marzenia się spełniają , gdy się je konsekwentnie realizuje, a nie o nich mówi. Dlatego, wybaczcie, ale nie podzielę się tym z nikim”.

Zobacz także, co opowiedziały nam o sobie Ida Nowakowska i Natalie Dormer.

WH 07-08/2016

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij