Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Womenshealth.PL

PODZIEL SIĘ

2


OCEŃ
3.3

Karolina Gorczyca: możesz wszystko!

Karolina Gorczyca to wielozadaniowa aktorka i mama, która trenowała po kilka godzin dziennie do triathlonu. Zobacz, jakimi patentami na zdrowy styl życia i efektywne zarządzanie czasem podzieliła się z WH kobieta, która udowadnia, że jeśli masz wolę i dobry plan, możesz zrobić to, o czym marzysz.

Katarzyna Górna-Drzewosz 2014-11-13
fot. Marek Straszewski fot. Marek Straszewski

Na planie najnowszego sezonu „Czasu honoru” przez wiele godzin i w 30-stopniowym upale biegała w ciężkim mundurze, z karabinem na ramieniu. Do tytułowej roli w niemieckiej produkcji „Agnieszka” trenowała krav magę. W serialu „To nie koniec świata” jako trenerka piłki nożnej musiała zmierzyć się z tą raczej męską dyscypliną, a w „Usta usta” jako instruktorka fitness codziennie spędzała czas w siłowni.

Sport i fizyczna forma u Karoliny Gorczycy nie sprowadzają się jednak tylko do ról. To jej sposób na dobrą energię w życiu, porządek w głowie i motor do tego, by chciało się więcej. Na triathlon poświęcała kilka godzin każdego dnia przez 9 miesięcy, nie zaniedbując przy tym reszty życia. Bo – jak mówi – są rzeczy trudne, ale nie niemożliwe.

Od zawsze czuła, że jest wulkanem energii i szukała sposobów, by znaleźć jej ujście. W Biłgoraju, skąd pochodzi, nie było zbyt wielu możliwości, dlatego szukała ich na własną rękę. Gdy miała 6 lat, znalazła zespół tańca współczesnego, w którym tańczyła kolejnych 6 lat. Gdy była starsza, razem z kumplem wsiadała na rower i jeździła po Roztoczu, robiąc czasem nawet 50 km.

Codziennie biegała też po kilka kilometrów wokół stadionu, który znajdował się po drugiej stronie ulicy, na której mieszkała. „Uciekałam w sport i w pewnym momencie stał się on moją organiczną potrzebą” – przyznaje aktorka.

Trochę czasu zajęło jej jednak znalezienie swojej dyscypliny. Joga wkręciła ją do tego stopnia, że nawet postanowiła zrobić papiery na instruktorkę. Z czasem odkryła jednak, że przeszkadza jej związana z tym filozofia. Po treningach krav magi i boksu uznała, że dyscyplina nie może mieć żadnych, nawet najmniejszych oznak przemocy. „Mnie chodzi o to, by walczyć ze sobą, a nie z innymi” – mówi.

Stąd wie, że potrzebuje sportu bez agresji i bez ideologii. „Wysiłek fizyczny musi być czysty. Tylko wtedy znajduję w nim swoją ciszę, rytm i czas na medytację. Triathlon jest ekstremalny, ale to praca nie tylko nad ciałem”.

(fot. Marek Straszewski) (fot. Marek Straszewski)

Ćwiczę charakter

„Bardzo dużo od siebie wymagam – przyznaje aktorka. – Zrobię 40 km na rowerze w niezłym czasie, a chwilę potem mówię: »Mogłam mieć lepszy czas«. Zagram naprawdę dobrą scenę, lecz gdy ją oglądam, myślę: »Poprawiłabym to i tamto«”.

To dążenie do perfekcji z jednej strony motywuje ją do działania, a z drugiej rzadko daje poczucie satysfakcji. Praca nad sobą to wyzwanie, które podjęła wiele lat temu. „Bo w życiu nic samo nie przychodzi. Pewność siebie i dobre samopoczucie również”.

Karolina przyznaje, że bardzo dużo czasu poświęciła na szukanie swojej tożsamości. „Idąc na studia, szybko weryfikujesz swoją wiedzę i umiejętności. Zawsze znajdziesz lepszych od siebie. To może cię zablokować albo zmotywować do działania. U mnie nastąpiło to drugie”.

Paca nad psychiką zawsze ją pociągała. Czytała literaturę psychologiczną, myślała nawet o studiach, gdyby nie wyszło ze szkołą aktorską. Teraz jest na etapie nauki godzenia ambicji z pozytywnym myśleniem. Przyznaje otwarcie, że przesadne oczekiwania wobec siebie, myślenie, że powinno się wciąż lepiej, są mocno frustrujące.

Dlatego codziennie pracuje nad tym, by umieć powiedzieć: „Jestem świetna, bo zrobiłam 40 km na rowerze w niezłym czasie”. Albo: „Uczę się cieszyć z małych sukcesów, nie chcę zamartwiać się porażkami”.

Robię porządki

„Jeśli chcesz osiągnąć cel, musisz uczciwie podejść do tematu” – uważa aktorka, która przyznaje, że dobry plan, porządek i rytm w życiu to podstawa. Przygotowania do sierpniowego triathlonu zaczynała od 4 treningów w tygodniu. „Tuż przed startem robiłam aż 11!”. To oznacza, że czasem dwa w ciągu jednego dnia, co zabierało jej około 4 godzin.

Jednocześnie dwa razy tyle trwały zdjęcia do „Czasu honoru”. A gdy kręcone były we Wrocławiu i w Wałbrzychu, musiała znaleźć dodatkowe godziny na dojazd z Warszawy.

No i jest przecież najważniejszy i najbardziej wymagający całodobowy etat macierzyński. „Ludzie, którzy mówią, że nie da się tego pogodzić, tak naprawdę nie chcą podjąć wyzwania – mówi Karolina. – A wystarczy wyrzucić z porządku dnia cały ten czas, który spędzasz w internecie, na niepotrzebnych rozmowach telefonicznych, spotkaniach, które mają na celu zadowolenie innych czy znajomościach, które nie są warte zachodu, by okazało się, że masz wolne 2-3 godziny. Jeśli dodatkowo umiejętnie rozpiszesz swój harmonogram dnia, zyskasz kolejne”.

To dlatego wychodziła na poranny trening rowerowy o świcie, gdy dziecko jeszcze spało. Wieczorny basen lub bieg robiła, gdy położyła już Marysię do łóżka. Ktoś powiedział jej, że taka ilość wyzwań pochłania tyle czasu, że nie zostaje już nic dla przyjaciół. „Też to odkryłam – przyznaje aktorka. – Dlatego na rowerze jeżdżę z przyjaciółmi”.

rower fot. Rafal Olkis 2015 /shutterstock.com

Spełniam marzenia

Trzy tygodnie przed startem intensywnie pracowała na planie. „Piłam mikstury z elektrolitami i napoje energetyczne, by nie zasłabnąć. Wtedy pojawiły się pytania w stylu: »I po co mi to? Po co wciąż wymagam czegoś od siebie?«”.

To był pierwszy i jedyny kryzys. Odpuściła treningi na tydzień. Pozwoliła sobie odpocząć. Kryzys jest naturalnym etapem. Organizm domaga się, by zwolnić. Trzeba dać mu czas.

Potem naładować akumulatory i znów wsiąść na rower, poczuć coś, czego nie kupisz za żadne pieniądze: siłę, pewność siebie i satysfakcję, bo kolejny raz wygrywasz ze słabościami. I realizować kolejne plany: „Może start w maratonie? Może zawody kolarskie? Mogę zrobić, co zechcę!”.

śniadanie, zegar, dieta fot. Gayvoronskaya_Yana 2015/shutterstock.com

Dzień z życia triathlonistki

Nie tylko pracę i treningi, lecz również posiłki i czas wolny planuję dzień wcześniej.

5.30 – pobudka

Zawsze nastawiam trzy budziki, aby mieć pewność, że sen ze mną nie wygra. Oprócz tego wiem, że mogę liczyć na triathlonową wspólnotę. Gdybym nie przyszła na trening, ściągną mnie z łóżka.

5.45 – I śniadanie

30 minut przed wyprawą rowerową jem owsiankę na mleku sojowym z orzechami, bakaliami i owocami. Przygotowuję również bidony z izotonikiem, batony energetyczne lub banany

6.00 – trening

2-3 godziny na rowerze. Treningi rowerowe mam 3 razy w tygodniu. Są dłuższe, więc planuję je na dni, w których plan zdjęciowy do serialu nie zaczyna się wcześniej niż o 10.

9.00 – II śniadanie

Wypijam koktajl owocowy z mango i banana i zjadam kanapkę z ciemnego pieczywa z łososiem i awokado. Jeśli nie mam czasu, wypijam Rebuild Herbalife, który odbudowuje mięśnie.

10.00 – praca

O tej porze zazwyczaj zaczynają się zdjęcia na planie filmowym. Jeśli ruszają wcześniej lub później, muszę przeorganizować pory treningów. Na planie piję dużo wody, a w upały izotoniki.

13.30 – obiad

Obiad najczęściej przynoszę ze sobą. Jem wszystko poza nabiałem, którego nie toleruje mój żołądek. Wrzucam do pojemników to, co gotuję dla siebie i dziecka: najczęściej ryby, kasze i warzywa.

16.00 – przekąska

Gdy czuję, że spada mi energia, zjadam kromkę chleba ryżowego z masłem orzechowym. Jeśli nie mam tego pod ręką, zjadam banana, jabłko lub batona owsianego.

19.30 – kolacja

Sałata z kurczakiem lub żytni chleb z łososiem. Treningi pozwalają jeść bez ograniczeń. Przed zawodami ważne jest jedzenie odpowiedniej ilości węglowodanów

21.00 – trening

Najlepszy trening przed snem to basen lub bieg. Wieczorny trening trwa około 1,5 godziny. Gdy wracam z niego do domu, często przygotowuję obiad na kolejny dzień dla siebie i mojego dziecka.

Jej sposoby  na dobry wygląd, napady lenistwa i relacje z ludźmi

1. Świeże włosy: nie muszę mieć makijażu, by czuć się pewnie, ale lubię mieć zadbane, uczesane włosy.

2. SMS do kumpli: gdy napiszę do znajomych: „Dziś nie biegam”, natychmiast otrzymuję lawinę motywatorów!

3. Mówić wprost: niedomówienia zjadają zdrowe relacje. Uczę się mówić wprost i bronić swoich granic.

4. Żonglerka stylem: ostatnio często noszę sportowy strój, dlatego chętnie wyciągam z szafy sukienki. Lubię metamorfozy.

5. Nie rezygnuj, zastępuj: myślenie, że czegoś nie możesz, frustruje. Mów: „Mogę, ale inaczej”. Nie możesz zjeść czekolady? Wybierz orzechy lub rodzynki. Zaspokoisz też psychiczny apetyt. I będzie zdrowo.

Historie znanych osób inspirują Cię do działania? Poznaj patenty na zdrową dietę i idealną figurę według hollywoodzkiej gwiazdy: Jessica Alba: piękno z natury.

WH 05/2015

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij